[
24 godziny temu ]
Kilka dni po centenario gracze Corinthiansu podtrzymali nastrój fiesty. Ich kapitalny występ przeciwko Goias Goiania przekonał resztki niedowiarków (jeśli byli tacy jeszcze po 3-0 z Sampą), iż Adilson Batista to najlepszy z możliwych zastępców Mano Manezesa.
Goias szybko objęli prowadzenie (strzał z dystansu nie atakowanego przez obrońców Juniora) lecz potem tylko statystowali pomysłowo grającym "timao".
Do przerwy 1-1 po golu Iarleya chociaż gdyby tak Jorge Henrique klatą piersiową z paru metrów strzelił do pustej bramki to byłby to pewnie gol kolejki.
Goias kończyli pierwszą połowę w dziesiątkę po drugiej żółtej kartce dla Amarala. W jego przypadku kary indywidualne były zasłużone, w kilku innych zupełnie "od czapki".
Cóż, podczas transmisji w Sportklubie wielokrotnie już mówiłem, że obrońca w Brazylii musi tak czysto i delikatnie zabierać piłkę, że wcale nie dziwi mnie dominacja brazylijskich defensorów na europejskich stadionach! Przy równoczesnym zachwianiu pozycji brazylijskich napastników kompletnie nie przywykłych do brutalnej gry drwali ze Starego Kontynentu.
Po pauzie kanonada! 4-0 wygrali drugą połowę gospodarze, grający tego dnia bez Chicao, Williama, Dentinho czy Eliasa. Ale słusznie mówi Adilson Batista:
- jak mam się przekonać o klasie rezerwowych jeśli nie w takich meczach jak ten. Jeśli rzeczywiście zasługują na miejsce w składzie to mają szansę się popisać.
No i się popisali. Rozmach akcji Corinthiansu był wprost kapitalny. W każdym sektorze boiska starali się stwarzać przewagę liczebną, w ataku pozycyjnym brało udział po 8-9 zawodników, a wszyscy w ruchu, ciągle sprawiali kłopotu z pilnowaniem rywalom z Goianii!
Wzorcowo wręcz rozmontowali rywala pod względem taktycznym. Goias już z nowym trenerem, 46-letnim Jorginho, nigdyś najlepszym lewym obrońcą jakiego widziałem a akcji, niedawno asystent Dungi w reprezentacji Brazylii.
Zdziwiło mnie, że Jorginho, który sam był odpowiedzialny za pomysły taktyczne w reprezentacji, w klubie poszedł po linii najmniejszego oporu, czyli ustawił team 3-5-2. A właśnie tak grające drużyny najczęściej dostają po nosie od Corinthiansu!
Przy ofensywnej grze "timao" skrzydłowi pracują jako boczni obrońcy i z rzadka angażują się w akcje zaczepne, a jeśli nawet to głęboko cofnięci defensywni pomocnicy nie idą do akcji za nimi, zostając na asekuracji.
Efekt? 3-4 graczy Goias wychodzących do ataku na 6 rywali z Corinthiansu. Prawie każda akcja była więc kasowana na 30-35 metrze...
Corinthians wygrał zatem zasłużenie wysoko, chociaż piszący te słowa uważa, że i 7-1 nie byłoby krzywdzące dla kompletnie zdominowanych na Pacaembu zawodników Jorginha...
W niedzielę oglądałem mecz Flamengo z Santosem i... wynudziłem się solidnie!
Deivid z Fenerbahce i Diogo z Olympiakosu mają ponoć zwiększyć siłę rażenia Fla... Hm, ponoć! Bo przeciwko Santosowi pierwszy wyróżniał się kiepskim przygotowaniem fizycznym, sporymi brakami szybkośiowymi i nadmiarem kilku kilogramów. Drugi zaś miotał się niczym pchła na grzebieniu, najczęściej walcząc o piłkę w środkowej strefie boiska.
Zizinho i Danilo - oto dwa kolejne "super-talenty" z Santosu. Jeszcze Neymar i PHLima nie zdołali zawojować choćby lokalnych rozgrywek, a "peixe" juz szukają ich następców.
To co na swej prawej stronie w I połowie meczu robił z Zezinhem pospołu z 19-letnim Alexem Sandro wyprawiali Leo Moura i Willians wołało o pomstę do nieba!
Nie ma się co dziwić, że już na druga połowę Santos wyszedł bez "novo Ganso" czyli Zezinho oraz niewidocznego Keirrisona. K9 to bohater jednego z najgłupszych transferów Barcelony ostatniej dekady (w pierwszej piątce owych wpadek mogą zmieścić się ze trzy transfery z ub. roku co pewnie skutecznie zablokowało kontunuację rządów kolegom Laporty, bo w końcu za 80 mln euro plus Etoo kupili trzech graczy, których po roku z wielką biedą wcisnęli konkurentom za ledwie 15 mln euro).
Wczoraj dreptał dostojniej niż Romario w ostatnim sezonie kariery (z tym, że K9 ma lat 22, a Baixinho miał ich 41!), nie udało mu się chociaż raz strzelić w kierunku bramki rywala, minąć kogokolwiek a i z przyjęciem piłki ze dwa razy były solidne kłopoty. Tak naprawdę poza jednym zrywem na prawej flance Keirrison nie miał w ogóle okazji wykazać się czymkolwiek poza spektakularnym unikaniem kontaktów z piłką i rywalami.
Santos bez Robinho, Andre, Neymara i PHL to już nie ta sama drużyna. To raczej zbieranina młodych chłopaków co do których zarząd wyraża pobożne życzenie aby byli kiedyś równie dobrzy jak Diego, Alex czy Elano!
Najciekawej w drużynie prezentował się defensywny pomocnik Arouca i stoper Durval. Obydwaj wygrali sporo pojedynków, zabrali mnóstwo piłek... bo i okazji do gry jeden na jeden partnerzy otwierali im bez liku.
Za to Leo Moura i Willians wystąpili kapitalnie. Ten drugi to piłkarz wprost wyśmienity. Od zakończenia poprzedniego sezonu nie mogę się nadziwić, że Europejczycy jeszcze go nie kupili. W końcu to jeden z najlepszych pomocników w Brazylii. Wszechstronny, świetny w odbiorze, kapitalny drybler, wojownik a do tego kropnąć i sfaulować potrafi.
Benfico, Porto gdzie wy macie oczy?!
Atletico Mineiro w Ipatindze grali z odmładzaną przez Sergio Baresiego Sampą.
Marcelinho lat 19 i Casemiro lat 18 byli wyróżniającymi się zawodnikami. Obydwaj strzelili po golu. Ba, Marcelinho przeprowadził rajd, po którym Fernandao strzelił na 3-2 dla Sao Paulo.
Sam mecz był pyszny! Palce lizać! Obydwa zespoły miały multum okazji strzeleckich. W AMG kapitalnie grali młodzi boczni obrońcy, jeden ma 18 a drugi 23 lata! Ech, skąd oni biorą tak liczne szeregi zmienników dla Cafu, Roberto Carlosa czy Daniela Alvesa?
W pierwszej połowie gole wpadały po fuksach. Pierwszy Casemira to prezent od Fabia Costy (drugi raz Casemiro dobrze ustawiony wbija gola po podobnej zbiórce). Drugi, na 1-1, strzelony przez Obinę z bardzo wątpliwego karnego. Na 2-1, również z karnego, podwyższył Obina. I znów faul wydał mi się wątpliwy...
Nie wiem czy oliwa zawsze sprawiedliwa, ale młokos Marcelinho wyprowadził swój zespół na 3-2 i możemy tylko domyślać się, że wkrótce kibice Sampy zapomną o oldboju Marcelinho Paraibie.
Sampa wygrała drugi mecz z rzędu, a skoro lider - Flu - drugi raz z rzędu zremisował, to cztery punkty zostały odrobione.
Szanse na mistrzostwa zdają się wprawdzie znikome, ale już na G-4 wcale nie.
Najważniejsze jednak jest to, że Sao Paulo mogą grać widowiskowo, może w pierwszym składzie grać młodzież i da się grać 4-4-2! Czyli - cieszy się z tego brasileirao - miałem rację!
To Ricardo Gomes nie nadawał się do tej roboty! Stawiał na zgranych wiarusów chociaż pod nosem miał młodzież nie gorszą niż w Santosie, a zamiast budowania systemu taktycznego, w oparciu o stałe ustwienie bazowe, wybierał taktykę strusia, jakże popularną w Brazylii, czyli grę 3-5-2.
Casemiro i Marcelinho, którzy pospołu mają tyle lat co obchodzący w tym tygodniu 20-lecie gry w Sao Paulo Rogerio Ceni, byli najlepszymi graczami gości we wczorajszym meczu.
Ech, i jak tu nie zgłaszać pretensji, że Sampa straciła kupę czasu, odkąd zwolnili Muriciego Ramalho?!