24 godziny temu

Na ten mecz czekała cała Brazylia. Po latach gry w Realu Madryt i Manchesterze City, Robinho wreszcie zagrał w barwach Santosu.

Wiele się nie nagrał, bo ledwie pół godziny, ale za to strzelił gola decydującego o wygranej Santosu. I to jak, piętką!

 

 

Wygrana Santosowi nie przyszła jednak aż tak łatwo jak możnaby wnosić z łatwości, z jaką Robinho strzelił bramkę. Chociaż przyznać trzeba, że była w pełni zasłużona. Do przerwy "Peixe" prowadzili wprawdzi 1-0 po golu z karnego Neymara (18-letni szczeniak strzelił sławnemu Rogerio Ceniemu "paradinhę").

Ale prawda jest taka: karny się nie należał! Żadnego faulu na Arouce nie było. Gracz Santosu po prostu nabrał arbitra, który dał się zrobić w balona.

Wprawdzie w strzałach na bramkę Santos wygrał 8-3, w posiadaniu piłki 61-39, ale KARNEGO DOSTALI W PREZENCIE.

Santos był szybszy, Santos miał pomysł na ogrywanie rywala. Grająca w ustawieniu 4-4-2 drużyna Dorivala Juniora zaimponowała wzorowym przygotowaniem taktycznym.

Boczni obrońcy (Leo i przesunięty z ofensywy - lecz kapitalnie sobie w nowej roli radzący - Wesley) nie dali szans skrzydłowym Sao Paulo, sami zaś odważnie atakowali wolnymi korytarzami na połowie rywala.

Sampa wrócili znów do 3-5-2 i znów wyszło kiepsko. To właśnie katastrofalny dobór skrzydłowych i przesunięcie na pozycję ofensywnego pomocnika Marcelinha Paraibę przyniosło klęskę w 260 klasyku przeciwko Santosowi.

Marcelinho kręcił się po boisku zupełnie nie wiedząc jak przysłużyć się partnerom. Co rusz, wpychał się w akcje, które - przejmując futbolówkę - zwalniał. Chwilami odnosiłem wrażenie, że MP już nie bierze udziału w zawodach, tak skromnie prezentował się do przerwy.

Gorzej było tylko na lewej flance, gdzie Ricardo Gomes znów ustawił Jorge Wagnera. JW ma już 32 lat, do tej pory nie dał się poznać jako sprinter, a już na pewno nie jako człowiek o podwójnych płucach. Ba, już w poprzednim sezonie walczył o miano najwolniej poruszajacego się po boisku gracza Sao Paulo.

Ustawić na flance jednego faceta, który jest wolny niczym stoper, mało zwrotny, a do tego daleko mu do wydolnościowych rekordów Maicona czy Daniego Alvesa? Toż to prawdziwy sabotaż! I takowego właśnie dopuścił się Ricardo Gomes.

 

II połowa

Po pauzie wydawało się, że trener przejmuje kontrolę nad drużyną. Kilka dobrych akcji (tak samo jak na początku pierwszej połowy) uskutecznił Hernanes, który był w przekroju całego meczu najlepszym graczem FC Sao Paulo.

Do drugiej lini, na prawą pomoc przeszedł Jean, zaś Jorge Wagner zajął miejsce na lewej obronie, natomiast Marcelinho na lewej pomocy. Czyli powrót do testowanego od początku roku 4-4-2.

I może nawet coś by z tych nowych pomysłów wyszło, gdyby nie kiepska gra napastników. Dagoberto spóźniał się za akcjami Hernanesa, Washington za to wikłał się w dryblerskie popisy, które za każdym razem przegrywał, bo przecież jest graczem do odgrywania piłki i kończenia akcji, a nie rozrywania obrony rywala. Dziś, kiedy ma 35 lat widać to jeszcze jaskrawiej...

Washington na ławę, za niego Cleber Santana, Dagoberto na ławę za niego Roger. Początkowo wydawało się, że trener kapitalnie czyta grę i poprawia błędy drużyny po mistrzowsku. Bo jeśli napiszę, że Roger strzelił efektownego gola 15 sekund po wejściu na boisku to dowód jest to mocny.

Ale radość w Sao Paulo nie trwała długo. W Santosie na boisku pojawił się Robinho, który zluzował mniej widocznego Andre.

Szybciutko okazało się, że mając w ofensywie jego, Neymara i Ganso... trudno będzie stracić piłkę.

Tymczasem Cleber Santana poszedł w ślady Marcelinha i również snuł się po boisku nie mogąc sobie znaleźć sensownej roboty. A jakby tego było mało, znać było u niego braki w przygotowaniu fizycznym. Nie potrafił dryblingiem zostawić za plecami rywala, a większość pojedynków o piłkę przerywał faulami.

Gomes musiał zatem zdjąć Marcelinha... ale nie wstawił do gry Marlosa, lecz Leo Limę! Po co kolejnego środkowego pomocnika? Nie mam bladego pojęcia.

I to właśnie tym nieobsadzonym skrzydłem Santos wypuscił ową cudowną kontrę, którą Robinho sfinalizował bezczelnym strzałem piętą.

Jeśli dodam, że wespół z Neymarem miał jeszcze jedną "piętkową" akcję, po której mógł paść gol, to uznać trzeba, że powrót zaliczył naprawdę udany.

 

RG do zmiany?

A Sao Paulo? Cóż, w moim odczuciu problem mają ten sam co na zakończenie Brasileirao: kiepski trener, który nie jest w stanie zdecydować się jakim gra ustawieniem.

Testuje na słabszych rywalach 4-4-2, po czym na ważny mecz wraca do 3-5-2 z parą skrzydłowych, którzy nie nadają się do tej roboty w druzynie, która ma zamiar wywalczyć mistrzostwo i Copa Libertadores za jednym zamachem.

Popatrzcie na Leo Mourę, Evertona, Jonathana, Marcio Fernandesa i innych. To są charty, które zasuwają w te i we te. Jean jest graczem znakomitym w odbiorze piłki, lecz nie jest chartem. Jorge Wagner kapitalnie centruje, potrafi kropnąć z dystansu (tak jak i Jean), ale biega nieco szybciej od piszącego te słowa i do tego nie jest w stanie wytrzymać prędkosci sprintu na dłuższym niż kilkanaście metrów dystansie.

Sao Paulo brakowało lekkości, dynamiki, gry na jeden kontakt praktycznie w ogóle nie próbowali. Grali ciężko jak reprezentacja RFN za czasów Hrubescha czy Rummeniggego. I pomyśleć, że na ławce plaszczył cztery litery kapitalny Marlos, kiedy Marcelinho i Jorge Wagner dawali popis nieudolności w wlace z szybkim jak wiatr Wesleyem...

A co z Wellingtonem, a co z tymi wszystkimi młodziakami, którzy wygrywają "copinhę", wypełniają notatniki menadżerów z Europy, jeżdżą z młodzieżowymi reprezentacjami Brazylii... tylko Gomesowi do niczego się nie nadają.

Tuż przed meczem dyrektor sportowy Sampy zdradził, że nowy skrzydłowy dojdzie do drużyny jeszcze w tym tygodniu.

Tylko po co? A nie warto zaufać młodzieży jak czyni to co jakiś czas w imponującym stylu Santos? W końcu młodziaki z Morumbi na ogół leją santosiaków!

FC SP w tym sezonie weszli w buty Corinthiansu i co rusz ściągaja wysłużonych najemników, którzy za pół roku trafią już do innej ekipy.

A może zamiast wydawać pieniądze na kolejnych oldbojów, oszczędzić na sowicie opłacanym Ricardo Gomesie, nie potrafiącemu zbudować systemu gry, nie wiedzącemu, kto i co ma na boisku robić?

Podczas Brasileirao ściągnięty z Francji szkoleniowiec narzekał, iż nie potrafił w trakcie rozgrywek skutecznie narzucić zawodnikom nowych zadań taktycznych.

Miał półtora miesiąca przerwy po sezonie aby wpoić graczom teorię swojego systemu, zagrał sześć przeciętnych meczów ze średniakami, żeby jeszcze ją przetestować... po czym w prestiżowym meczu, drugi raz się poddał. Toż to kompletny brak konsekwencji, która jest matką sukcesu w sporcie!

 

Robinho

Santos wygrał, Robinho wrócił jak na króla efektownego futbolu przystało. Kilkoma akcjami pokazał, że z gry w Realu i MC wyniósł nowe nawyki, które pięknie obrazowały dojrzewanie tego futbolowego magika.  Kiedy rywal rozgrywał piłkę na swojej połowie napastik zamykał korytarze do najprostszych podań do najbliższych partnerów, zmuszając do grania długim i zwykle niecelnym podaniem.W ataku pozycyjnym miast szarżować na dwóch, trzech rywali, umiejętnie ściągał jedynie ich uwagę, by grać szybko piłkę do Wesleya, Neymara czy PHL. Mało tego, pedalady ani jednej nie uskutecznił, ale i tak wykonał akcję meczu.

Ech futbolowi geniusze, jak dobrze Was mieć w drużynach!

 

PS. Pierwszy tydzień z Robinhem w Brazylii na tym blogu zakończyłem. Wracał, pocił się, aż wreszcie wrócił na dobre.... a jeszcze u Galvao Bueno ogłosił, że chce jechać na mundial i grać na nim pierwsze skrzypce!

źródło:

http://brasileirao.blox.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Na Brazylia. Realu Madryt Manchesterze City, Robinho Santosu.

Wiele Santosu.

 

Wygrana Santosowi łatwo łatwości, Robinho Chociaż że "Peixe" 1-0 Neymara (18-letni Rogerio Ceniemu

Ale">"paradinhę").

Ale Żadnego Arouce Gracz Santosu Santos 8-3, 61-39, KARNEGO DOSTALI PREZENCIE.

Santos Santos Grająca 4-4-2 Dorivala Juniora (Leo Wesley) Sao Paulo, 3-5-2 Marcelinha Paraibę Santosowi.

Marcelinho Chwilami że Ricardo Gomes Jorge Wagnera. Ba, Sao Paulo.

Ustawić Maicona Daniego Alvesa? Toż Ricardo Gomes.

 

że Kilka (tak Hernanes, Sao Paulo.

Do Jean, Jorge Wagner Marcelinho Czyli 4-4-2.

I Dagoberto Hernanesa, Washington Dziś, ławę, Cleber Santana, Dagoberto ławę Roger. Początkowo że że Roger Sao Paulo Santosie Robinho, Andre.

Szybciutko że Neymara Ganso... Cleber Santana ślady Marcelinha Nie Marcelinha... Marlosa, Leo Limę! środkowego Nie Santos Robinho że Neymarem "piętkową" że Sao Paulo? Cóż, Brasileirao: 4-4-2, 3-5-2 Copa Libertadores Leo Mourę, Evertona, Jonathana, Marcio Fernandesa Jean Jorge Wagner (tak Jean), Paulo Grali RFN Hrubescha Rummeniggego. że ławce Marlos, Marcelinho Jorge Wagner Wesleyem...

A Wellingtonem, "copinhę", Europy, Brazylii... Gomesowi Sampy że Santos? Morumbi Corinthiansu ściągaja Ricardo Gomesie, Brasileirao ściągnięty Francji średniakami, żeby Toż Robinho

Santos Robinho Kilkoma że Realu Kiedy ściągał Wesleya, Neymara PHL. Mało Was Pierwszy Robinhem Brazylii Wracał, Galvao Bueno że

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci